Japończycy bardzo dobrze zrozumieli tę zasadę. Na skutek wpływu Deminga w języku japońskim zaczęto ciągle używać pewnego słowa we wszystkich rozmowach na temat pracy i kontaktów
z ludźmi. Słowo to brzmi KAIZEN, dosłownie znaczy nieustanne ulepszanie i pojawia się naprawdę bardzo często. Japończycy
dyskutują o kaizen deficytu handlowego, o kaizen linii produkcyjnej, kaizen kontaktów z innymi ludźmi. W rezultacie ciągle szukają sposobów ulepszania dosłownie wszystkiego. A tak przy okazji, kaizen opiera się na idei stopniowego ulepszania,
wprowadzania drobnych nawet poprawek. Ale Japończycy rozumieją, że najdrobniejsze choćby, ale wprowadzane codziennie
ulepszenia składają się z czasem na postępy, o których większości
z nas nawet by się nie śniło. Japońskie przysłowie głosi: „Jeśli nie widziałeś kogoś przez trzy dni, przyjrzyj mu się dokładnie
i zobacz, jakie nastąpiły w nim zmiany." To nieprawdopodobne,
choć wcale nie zaskakujące, że nie mamy w języku angielskim
odpowiednika słowa kaizen.
Kaizen
[edytuj]
Z Wikipedii
Skocz do: nawigacji, szukaj
Kaizen (jap. 改善 - "kai" - zmiana, "zen" - dobry, czyli ciągłe doskonalenie) - filozofia wywodząca się z japońskiej kultury i praktyki zarządzania. Jej zastosowanie nie sprowadza się tylko do tego, by produkt, czy usługa odpowiadały określonym wymaganiom jakości. W myśl tej filozofii jakość sprowadza się do stylu życia - niekończącego się procesu ulepszania. Podstawową regułą tej filozofii jest ciągłe zaangażowanie oraz chęć ciągłego podnoszenia jakości firmy i produktu. Polega to na włączeniu procesu myślowego na każdym etapie produkcji, jest odpowiedzią na zautomatyzowane tradycyjne podejście do produkcji masowej, które eliminuje potrzebę świadomej oceny wykonywanego zadania.
Spis treści
[ukryj]
* 1 Cele kaizen
* 2 Zasady kaizen
* 3 10 Zasad kaizen
* 4 Zobacz też
Cele kaizen [edytuj]
Kaizen poprzez stopniowe doskonalenie wszelkich aspektów działalności firmy dąży do osiągnięcia następujących celów :
* skrócenie czasu realizacji procesu pracy oraz poprawy jakości;
* dostosowywanie techniczne elementów systemu;
* tworzenie kryteriów oceny i nagradzania;
* redukcję kosztów.
Zasady kaizen [edytuj]
Filozofia kaizen opiera się na dwóch zasadniczych elementach:
1. ulepszanie i zmiany na lepsze,
2. toczący się ciągły proces.
10 Zasad kaizen [edytuj]
1. Problemy stwarzają możliwości
2. Pytaj 5 razy „Dlaczego?” (Metoda 5 why)
3. Bierz pomysły od wszystkich
4. Myśl nad rozwiązaniami możliwymi do wdrożenia
5. Odrzucaj ustalony stan rzeczy
6. Wymówki, że czegoś się nie da zrobić są zbędne
7. Wybieraj proste rozwiązania – nie czekając na te idealne
8. Użyj sprytu zamiast pieniędzy
9. Pomyłki koryguj na bieżąco
10. Ulepszenie nie ma końca
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myśli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myśli. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 24 września 2009
środa, 23 września 2009
wtorek, 22 września 2009
piątek, 11 września 2009
Zabrakło jednego składnika
Przed ponad pięćdziesięciu laty pewien lekarz wiejski przyjechał pewnego dnia do miasteczka, ściągnął cugle swemu konikowi, uwiązał go przy tylnych drzwiach sklepu drogeryjnego, wszedł do środka i wdał się w pogawędkę ze sprzedawcą.
Rozprawiali tak ze sobą, pochyleni nad liczydłem, przez ponad godzinę. Później stary doktor wyszedł ze sklepu. Podszedł do swej bryczki i wyciągnął z niej wielki staromodny kocioł oraz dużą drewnianą łyżkę (używaną do mieszania zawartości kotła) i umieścił je na zapleczu sklepowym.
Sprzedawca obejrzał uważnie kocioł, sięgnął po portfel, wyjął z niego zwitek banknotów i wręczył go lekarzowi. Były to wszystkie jego oszczędności - dokładnie pięćset dolarów!
Doktor wręczył mu w zamian kartkę papieru, na której wypisany był sekretny przepis. Słowa umieszczone na tym skrawku papieru warte były zaiste królewskiej zapłaty! Ale doktor o tym nie wiedział. Te magiczne słowa wyjaśniały, jak rozpocząć warzenie w tym kociołku pewnego specyfiku, ale ani stary lekarz, ani młody sprzedawca nie zdawali sobie sprawy, jak fantastyczne fortuny wyprodukowane zostaną w tym prostym naczyniu.
Stary doktor był uradowany, że sprzedał swój pomysł wraz z urządzeniem za całe pięćset dolarów. A młody sprzedawca zyskał właśnie ogromną szansę życiową, wydając oszczędności całego dotychczasowego życia na zakupienie skrawka papieru i starego kociołka! Nie uświadamiał sobie oczywiście, że pewnego dnia kociołek ów napełni się złotem, w sposób przerastający legendę o cudownej lampie Aladyna.
Tym, co ów sprzedawca naprawdę zakupił, był pomysł!
Stary kociołek, drewniana łyżka i tajemny przepis na kartce papieru były tylko akcesoriami. Cudowne wykorzystanie owego kociołka rozpoczęło się od tego, że nowy właściciel dodał do receptury pewien składnik, którego stary doktor nie znał.
Spróbuj odgadnąć, jeśli potrafisz, co takiego młody człowiek dodał do sekretnej receptury i co sprawiło, że kociołek napełnił się złotem. Masz oto do czynienia ze zdarzeniem prawdziwym, które jest bardziej zadziwiające od wszelkiego zmyślenia, z faktem, który stał się formą materialną pewnego pomysłu.
Spójrzmy teraz na olbrzymie fortuny, jakie w wyniku tego powstały. Fortuny te pomnażane są nieustannie i obejmują rzesze ludzi na całym świecie, zajmujących się dostarczaniem zawartości tego kociołka milionom odbiorców.
Stary kociołek jest obecnie jednym z największych na świecie pożeraczy cukru, dostarczycielem zatrudnienia dla tysięcy ludzi uprawiających buraki cukrowe i trzcinę cukrową, zajmujących się rafinowaniem cukru i jego sprzedażą.
Ów stary kociołek „zapełnia” obecnie miliony szklanych butelek rocznie, zapewniając pracę ogromnej liczbie robotników w hutach szkła.
Ów stary kociołek wreszcie przekształcił małe senne południowe miasteczko w stolicę kapitału przemysłowego południowej części kraju, gdzie obecnie - bezpośrednio lub pośrednio - przynosi korzyści każdemu mieszkańcowi.
Następstwa tego pomysłu przynoszą też dziś korzyść każdemu cywilizowanemu krajowi na świecie, kierując strumień złota do wszystkich, którzy się w ten pomysł - i przemysł - włączyli. Złoto zaczerpywane z tego kociołka stworzyło i utrzymuje przy życiu jeden z najznakomitszych uniwersytetów w stanach południowych, w którym tysiące studentów otrzymują dobre przygotowanie do zdobycia życiowego sukcesu.
Gdyby ów wytwór mosiężnego kociołka umiał przemówić, opowiedziałby pełne napięcia historie we wszystkich językach świata. Historie o miłości, interesach, losach mężczyzn i kobiet zawodowo z nim związanych i codziennie ożywianych myślą o nim.
Autor tej książki sam jest bohaterem jednego takiego romansu, którego akcja rozegrała się nie opodal miasteczka, w którym młody sprzedawca ze sklepu drogeryjnego zakupił ów stary kociołek. Tam właśnie autor tej książki poznał swą przyszłą żonę i to ona pierwsza opowiedziała mu o magicznym kociołku. Wytwór owego kociołka popijali też, kiedy oświadczył się jej „na dobre i na złe”.
Kimkolwiek jesteś, Czytelniku tej książki, i gdziekolwiek mieszkasz, jakikolwiek uprawiasz zawód, zapamiętaj na zawsze, że ilekroć ujrzysz wyrazy Coca-Cola, natykasz się na wspaniałe i mocarne imperium, które wyrosło z prostego pomysłu, i z owego cudownego składnika, który sprzedawca ze sklepu drogeryjnego, Asa Candler, dodał do tajemnej receptury starego doktora - wyobraźni!
Zatrzymaj się teraz i zastanów przez chwilę.
Zapamiętaj także, iż przedstawione w tej książce kroki wiodące ku bogactwu były narzędziem, dzięki któremu Coca-Cola objęła swym wpływem każde miasto, miasteczko, wieś i osadę na całym świecie, i że każdy pomysł, na jaki możesz wpaść, jeśli będzie tak sensowny i cenny jak Coca-Cola, może powtórzyć światowy sukces tego napoju najskuteczniej na świecie gaszącego pragnienie.
Rozprawiali tak ze sobą, pochyleni nad liczydłem, przez ponad godzinę. Później stary doktor wyszedł ze sklepu. Podszedł do swej bryczki i wyciągnął z niej wielki staromodny kocioł oraz dużą drewnianą łyżkę (używaną do mieszania zawartości kotła) i umieścił je na zapleczu sklepowym.
Sprzedawca obejrzał uważnie kocioł, sięgnął po portfel, wyjął z niego zwitek banknotów i wręczył go lekarzowi. Były to wszystkie jego oszczędności - dokładnie pięćset dolarów!
Doktor wręczył mu w zamian kartkę papieru, na której wypisany był sekretny przepis. Słowa umieszczone na tym skrawku papieru warte były zaiste królewskiej zapłaty! Ale doktor o tym nie wiedział. Te magiczne słowa wyjaśniały, jak rozpocząć warzenie w tym kociołku pewnego specyfiku, ale ani stary lekarz, ani młody sprzedawca nie zdawali sobie sprawy, jak fantastyczne fortuny wyprodukowane zostaną w tym prostym naczyniu.
Stary doktor był uradowany, że sprzedał swój pomysł wraz z urządzeniem za całe pięćset dolarów. A młody sprzedawca zyskał właśnie ogromną szansę życiową, wydając oszczędności całego dotychczasowego życia na zakupienie skrawka papieru i starego kociołka! Nie uświadamiał sobie oczywiście, że pewnego dnia kociołek ów napełni się złotem, w sposób przerastający legendę o cudownej lampie Aladyna.
Tym, co ów sprzedawca naprawdę zakupił, był pomysł!
Stary kociołek, drewniana łyżka i tajemny przepis na kartce papieru były tylko akcesoriami. Cudowne wykorzystanie owego kociołka rozpoczęło się od tego, że nowy właściciel dodał do receptury pewien składnik, którego stary doktor nie znał.
Spróbuj odgadnąć, jeśli potrafisz, co takiego młody człowiek dodał do sekretnej receptury i co sprawiło, że kociołek napełnił się złotem. Masz oto do czynienia ze zdarzeniem prawdziwym, które jest bardziej zadziwiające od wszelkiego zmyślenia, z faktem, który stał się formą materialną pewnego pomysłu.
Spójrzmy teraz na olbrzymie fortuny, jakie w wyniku tego powstały. Fortuny te pomnażane są nieustannie i obejmują rzesze ludzi na całym świecie, zajmujących się dostarczaniem zawartości tego kociołka milionom odbiorców.
Stary kociołek jest obecnie jednym z największych na świecie pożeraczy cukru, dostarczycielem zatrudnienia dla tysięcy ludzi uprawiających buraki cukrowe i trzcinę cukrową, zajmujących się rafinowaniem cukru i jego sprzedażą.
Ów stary kociołek „zapełnia” obecnie miliony szklanych butelek rocznie, zapewniając pracę ogromnej liczbie robotników w hutach szkła.
Ów stary kociołek wreszcie przekształcił małe senne południowe miasteczko w stolicę kapitału przemysłowego południowej części kraju, gdzie obecnie - bezpośrednio lub pośrednio - przynosi korzyści każdemu mieszkańcowi.
Następstwa tego pomysłu przynoszą też dziś korzyść każdemu cywilizowanemu krajowi na świecie, kierując strumień złota do wszystkich, którzy się w ten pomysł - i przemysł - włączyli. Złoto zaczerpywane z tego kociołka stworzyło i utrzymuje przy życiu jeden z najznakomitszych uniwersytetów w stanach południowych, w którym tysiące studentów otrzymują dobre przygotowanie do zdobycia życiowego sukcesu.
Gdyby ów wytwór mosiężnego kociołka umiał przemówić, opowiedziałby pełne napięcia historie we wszystkich językach świata. Historie o miłości, interesach, losach mężczyzn i kobiet zawodowo z nim związanych i codziennie ożywianych myślą o nim.
Autor tej książki sam jest bohaterem jednego takiego romansu, którego akcja rozegrała się nie opodal miasteczka, w którym młody sprzedawca ze sklepu drogeryjnego zakupił ów stary kociołek. Tam właśnie autor tej książki poznał swą przyszłą żonę i to ona pierwsza opowiedziała mu o magicznym kociołku. Wytwór owego kociołka popijali też, kiedy oświadczył się jej „na dobre i na złe”.
Kimkolwiek jesteś, Czytelniku tej książki, i gdziekolwiek mieszkasz, jakikolwiek uprawiasz zawód, zapamiętaj na zawsze, że ilekroć ujrzysz wyrazy Coca-Cola, natykasz się na wspaniałe i mocarne imperium, które wyrosło z prostego pomysłu, i z owego cudownego składnika, który sprzedawca ze sklepu drogeryjnego, Asa Candler, dodał do tajemnej receptury starego doktora - wyobraźni!
Zatrzymaj się teraz i zastanów przez chwilę.
Zapamiętaj także, iż przedstawione w tej książce kroki wiodące ku bogactwu były narzędziem, dzięki któremu Coca-Cola objęła swym wpływem każde miasto, miasteczko, wieś i osadę na całym świecie, i że każdy pomysł, na jaki możesz wpaść, jeśli będzie tak sensowny i cenny jak Coca-Cola, może powtórzyć światowy sukces tego napoju najskuteczniej na świecie gaszącego pragnienie.
czwartek, 10 września 2009
Moje Oświadczenie

Do 30go września będę miał 10.000 złotych na koncie wypracowanego zysku. Uzyskam to stopniowo, uzyskując do tego czasu kolejne kwoty.
W celu uzyskania tych pieniędzy świadczyć będę najlepsze na jakie mnie stać usługi drukowania płyt, dokładając najpilniejszych i najlepszych starań. Będę zdobywał przynajmniej jedno zlecenie za 500 pln zysku dziennie, lub kilka mniejszych.
Wierzę, że wejdę w posiadanie tych pieniędzy. Wiara moja jest tak silna, że mogę w tej chwili ujrzeć te pieniądze. Mogę je wypłacić z bankomatu i dotknąć palcami.Oczekują one na przyjście do mnie w odpowiednim czasie i we właściwych proporcjach, w zamian za świadczone przeze mnie usługi. Ja oczekuję na plan pozwalający te pieniądze uzyskaći będę postępował według tego planu, jak go tylko dostanę.
środa, 9 września 2009
postanowienie ;-)
...wszyscy, łącznie z moją mamuśką, nie wierzą w mój finansowy sukces - mam zacząć szukać normalnej etatowej pracy.
Ale ja przecież już się zatrudniłem - mam najlepszego szefa na świecie. W zasadzie, mam najlepszego i najwyrozumialszego szefa we wszechświecie. Zatrudniłem się u Pana ;-).
Dam radę ;-)
Ale ja przecież już się zatrudniłem - mam najlepszego szefa na świecie. W zasadzie, mam najlepszego i najwyrozumialszego szefa we wszechświecie. Zatrudniłem się u Pana ;-).
Dam radę ;-)
wtorek, 8 września 2009
czwartek, 5 marca 2009
Dzień 8 z 40
Troszkę siada mi psychika, bo mam coraz więcej kłopotów. Główna jednak przyczyną problemów jestem ja sam.
Niekonsekwencja, niezdecydowanie, niemoc...
3xN... Trzy razy N ;-(
Zmieniam to na
Wdzięczność, Wiara, Jedność, Działanie...
czyli WWJD...
Pasuje do kiedyś zasłyszanego hasła - "What Would Jesus Do"?
Pasuje jak ulał....
Niekonsekwencja, niezdecydowanie, niemoc...
3xN... Trzy razy N ;-(
Zmieniam to na
Wdzięczność, Wiara, Jedność, Działanie...
czyli WWJD...
Pasuje do kiedyś zasłyszanego hasła - "What Would Jesus Do"?
Pasuje jak ulał....
poniedziałek, 10 listopada 2008
Fajne hasło
... do wykorzystania przy trudnych, tzw. życiowych decyzjach:
"BYć MOżE kiedyś będę tego żałować,
ale jak tego nie zrobię to NA PEWNO będę żałować"...
"BYć MOżE kiedyś będę tego żałować,
ale jak tego nie zrobię to NA PEWNO będę żałować"...
To działa!!! ;-)
Tak... Po odstawieniu piwka zeszło 3kg w tydzień. Dodam, że z dość "treściwym" weekendem. Łącznie z wypitą wczoraj flaszką balsamu żurawinowego ;-).
Tak więc kontynuujemy, ale dorzucamy basenik.
Dzisiaj z łebkami w Michałkowicach, jutro z całą rodzinką w aqua parku.
Qrcze ale mi się wszystkiego chce ;-)
Głowa to niestety podstawa we wszystkim...
Tak więc kontynuujemy, ale dorzucamy basenik.
Dzisiaj z łebkami w Michałkowicach, jutro z całą rodzinką w aqua parku.
Qrcze ale mi się wszystkiego chce ;-)
Głowa to niestety podstawa we wszystkim...
czwartek, 6 listopada 2008
Latać? Przecież JUŻ latam ;-)....
Właśnie dojechałem moją czarną Navarą na szczyt góry.
Pogoda piękna. Nie ma już rosy, choć jeszcze dość wcześnie - leciutki wiatr i słońce na bezchmurnym niebie zrobiły swoje.
Patrze z góry na Lazurowe Wybrzeże czując niesamowitą wdzięczność do Boga, do siły, która to cudo stworzyła.
Wyciągam paratent z zabudowanego bagażnika Navary. Przepełnia mnie poczucie szczęścia i dumy - jeszcze w listopadzie ubiegłego roku nie miałem ani prawa jazdy, ani pieniędzy.
Miałem koszmarne długi, ale przede wszystkim
miałem to marzenie ;-)
No nic to, czas na lot!
Ubieram uprząż i znowu - dziwiąc się odczuwam niesamowitą dumę - JA NIE MAM BRZUCHA!!!
JESTEM SZCZUPłY!!!
Ważę 85kg ;-)....
Stawiam glajta i biegnę po zboczu.
nogi odrywają się od ziemi i...
lecę.....
...czuję wiatr, wiem jak go wykorzystać i wzbijam się coraz wyżej....
...Boże, jaki widok...
...i ta cudowna cisza...
Machamy sobie w powietrzu z innymi "ptakami" ;-) - jestem w końcu jednym z nich!!! ;-)
Latam....
1kg = 7000kcal
Gdzieś wyczytałem takie równanie.
Fajnie - teraz jest cel do osiągniecia:
oprócz odżywiania zmusić się do
SPLAlania W CHOLERE TE 7000kcal W TYgodniu!!!
W sumie to tylko 1000kcal dziennie ;-), czyli zakładając "aktywność" dzienną jakieś 14 godzin (zostawię sobie 10 godzin na sen i lenistwo ;-) ) wychodzi, że
na godzinkę muszę spalić około 72kcal!!!
Zobaczę co to może być ;-)
Fajnie - teraz jest cel do osiągniecia:
oprócz odżywiania zmusić się do
SPLAlania W CHOLERE TE 7000kcal W TYgodniu!!!
W sumie to tylko 1000kcal dziennie ;-), czyli zakładając "aktywność" dzienną jakieś 14 godzin (zostawię sobie 10 godzin na sen i lenistwo ;-) ) wychodzi, że
na godzinkę muszę spalić około 72kcal!!!
Zobaczę co to może być ;-)
Piwo
Zrobiłem eksperyment
Jedząc mniej ale częściej, praktycznie mało tłuszczu, dużo wody itp., nie zrezygnowałem z wieczornego piwa. W zasadzie piwek, bo pijałem między 2 a 4, z przewagą 4 ;-). I to nie jakieś sikacze, tylko normalne mocne piwa - 9V ;-)
Po tygodniu kontrolne ważenie i...
...I kurwa nic...
waga nie drgnęła ;-(.
Wniosek - niestety trzeba uwierzyć w puste i złe kalorie z alkoholu.
Ale oczywista oczywistość :
ZMIENIAM SWOJE żYCIE ;-)
JESTEM SZCZUPłY ;-)
I ODRYłEM ZAMIENNIK PIWA - WODA GAZOWANA Z CYTRYNą I LODEM... - SUUUPER
Jedząc mniej ale częściej, praktycznie mało tłuszczu, dużo wody itp., nie zrezygnowałem z wieczornego piwa. W zasadzie piwek, bo pijałem między 2 a 4, z przewagą 4 ;-). I to nie jakieś sikacze, tylko normalne mocne piwa - 9V ;-)
Po tygodniu kontrolne ważenie i...
...I kurwa nic...
waga nie drgnęła ;-(.
Wniosek - niestety trzeba uwierzyć w puste i złe kalorie z alkoholu.
Ale oczywista oczywistość :
ZMIENIAM SWOJE żYCIE ;-)
JESTEM SZCZUPłY ;-)
I ODRYłEM ZAMIENNIK PIWA - WODA GAZOWANA Z CYTRYNą I LODEM... - SUUUPER
czwartek, 30 października 2008
Nie licz na diete, licz kalorie
Tylko i wyłącznie bilans się liczy. Nic więcej.
Jeśli więcej spalasz niż wchłaniasz - chudniesz.
Więcej jesz, mniej spalasz - tyjesz.
Żadna odkrywcza filozofia.
Ni i wiadomo - jeść trzeba po to żeby żyć. Więć żadnych bezwartościowych gówien.
Same sensowne rzeczy i będzie dobrze.
Oglądając "Jesteś tym co jesz" zauważyłem, jak fajnie wyglądają kolorowe potrawy. Wszelkiego typu warzywa z czymś...
No rewelacja ;-)
Jeśli więcej spalasz niż wchłaniasz - chudniesz.
Więcej jesz, mniej spalasz - tyjesz.
Żadna odkrywcza filozofia.
Ni i wiadomo - jeść trzeba po to żeby żyć. Więć żadnych bezwartościowych gówien.
Same sensowne rzeczy i będzie dobrze.
Oglądając "Jesteś tym co jesz" zauważyłem, jak fajnie wyglądają kolorowe potrawy. Wszelkiego typu warzywa z czymś...
No rewelacja ;-)
The Secret - prawo przyciągania
To także jest coś, co pomaga mi strasznie w życiu. Po oglądnięciu tego filmu, nawet jeśli myślisz, że to totalne bzdury, coś zastanawia.
Ja w to wierzę, i codziennie obserwuję działanie Prawa Przyciągania. Myślę, że to działa na zasadzie samospełniającej się przepowiedni - jeśli czegoś chcesz, o czymś usilnie myślisz, to tak się stanie.
Film jednak pokazuje i uczy, jak stosować to prawo w codziennym życiu.
Bo przecież większość z nas mając na myśli "samospełniającą się przepowiednię" ma raczej złe odczucia.
"A mówiłem, że tak będzie!!" - to przeca hasło, które mówimy po tym, jak wcześniej myśleliśmy że coś niedobrego się stanie.
Po poznaniu "The secret" myślę inaczej...
"...dzisiaj dostanę kolejne zlecenie..."
"... dzisiaj zyskam nowego klienta..."
"... jestem szczupły!! ;-)"
"...mam pieniądze"
Możecie nie wierzyć, ale tak się zaczyna dziać. To po prostu działa. Trzeba tylko uwierzyć.... ;-)
Ja w to wierzę, i codziennie obserwuję działanie Prawa Przyciągania. Myślę, że to działa na zasadzie samospełniającej się przepowiedni - jeśli czegoś chcesz, o czymś usilnie myślisz, to tak się stanie.
Film jednak pokazuje i uczy, jak stosować to prawo w codziennym życiu.
Bo przecież większość z nas mając na myśli "samospełniającą się przepowiednię" ma raczej złe odczucia.
"A mówiłem, że tak będzie!!" - to przeca hasło, które mówimy po tym, jak wcześniej myśleliśmy że coś niedobrego się stanie.
Po poznaniu "The secret" myślę inaczej...
"...dzisiaj dostanę kolejne zlecenie..."
"... dzisiaj zyskam nowego klienta..."
"... jestem szczupły!! ;-)"
"...mam pieniądze"
Możecie nie wierzyć, ale tak się zaczyna dziać. To po prostu działa. Trzeba tylko uwierzyć.... ;-)
Wszystko zaczyna się od głowy
Ale odkrycie, ha ha ha ;-)!!!
Tak na prawdę jednak odchudzając się wiecznie, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że najpierw muszę poustawiać sobie wszystko w głowie - moje myśli krążyły nieustannie przy zasadach kolejnych głupich diet, starałem zbagatelizować rosnące uczucie głodu, a później jakoś usprawiedliwiać sam przed sobą, że nie wyszło, bo widocznie ta dieta jest do dupy.
Koniec z tym.
Najpierw "wyszczuplijmy umysł" ;-).
Jakieś cztery lata temu rzuciłem palenie. Wylądowałem w szpitalu z potwornym kłuciem w lewym płucu. Myślałem wtedy że to koniec. Rak, spowodowany paleniem w końcu wyżarł mi pół płuca. Na szczęście okazało się to tylko podrażnieniem opłucnej, spowodowane długotrwałym nie zaleczonym kaszlem...
Wtedy jednak rzuciłem palenie raz na zawsze. Udało się przez strach, który powstał w mojej głowie ;-).
Teraz dokładnie mam to samo. Jestem przekonany, że tym razem zrzucę wagę do zera, zmienię styl życia, a raczej żarcia i będę w końcu szczupły.
O nie! Nie BĘDĘ!, ja już JESTM SZCZUPŁY!!!
Mój umysł to wie, a ciało w końcu się do tego dostosuje.
JESTEM SZCZUPŁY - ta myśl, to jest mój klucz do sukcesu.
Tak na prawdę jednak odchudzając się wiecznie, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że najpierw muszę poustawiać sobie wszystko w głowie - moje myśli krążyły nieustannie przy zasadach kolejnych głupich diet, starałem zbagatelizować rosnące uczucie głodu, a później jakoś usprawiedliwiać sam przed sobą, że nie wyszło, bo widocznie ta dieta jest do dupy.
Koniec z tym.
Najpierw "wyszczuplijmy umysł" ;-).
Jakieś cztery lata temu rzuciłem palenie. Wylądowałem w szpitalu z potwornym kłuciem w lewym płucu. Myślałem wtedy że to koniec. Rak, spowodowany paleniem w końcu wyżarł mi pół płuca. Na szczęście okazało się to tylko podrażnieniem opłucnej, spowodowane długotrwałym nie zaleczonym kaszlem...
Wtedy jednak rzuciłem palenie raz na zawsze. Udało się przez strach, który powstał w mojej głowie ;-).
Teraz dokładnie mam to samo. Jestem przekonany, że tym razem zrzucę wagę do zera, zmienię styl życia, a raczej żarcia i będę w końcu szczupły.
O nie! Nie BĘDĘ!, ja już JESTM SZCZUPŁY!!!
Mój umysł to wie, a ciało w końcu się do tego dostosuje.
JESTEM SZCZUPŁY - ta myśl, to jest mój klucz do sukcesu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)