Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 września 2009

Elvis

„Daj mi pierwszą działkę." Tymi słowami Elvis Presley codziennie
rozpoczynał spełnianie dziwacznego rytuału, który miał sprawić, by Król zasnął po wysiłkach wieczornego koncertu.
Jego asystent otwierał wtedy pierwszą kopertę i podawał mu „zwyczajny zestaw": mieniące się kolorami tęczy barbitu-raty (amytal, carbitral, nembutal lub seconal), valium i placi-dyl, po których następowały trzy ampułki demerolu, wstrzykiwane
tuż pod łopatkami.
Kucharze Elvisa byli gotowi do pracy przez całą dobę, ale wzmagali swoją aktywność tuż przed jego snem. Zaczynały się zawody: jak dużo Król potrafi zjeść przed zaśnięciem. Zwykle były to trzy cheeseburgery i sześć lub siedem deserów bananowych.
Potem zasypiał w jednej chwili. Jego asystenci często musieli
wyjmować mu z ust resztki pokarmu, aby się nie udławił. Następnie Elvis spał przez mniej więcej cztery godziny
Budził się tak odurzony, że nie miał siły chodzić i trzeba go było zanosić do łazienki. Wtedy prosił o drugą dawkę, słabo
VII. JAK ZDOBYĆ TO, CZEGO CHCESZ
195
ciągnąc za rękaw koszuli swojego asystenta. Nie miał siły, by mówić, a co dopiero samemu wziąć tabletki, wiec wkładał mu je do ust asystent, a następnie ostrożnie wlewał do gardła wodę.
Elvis rzadko miał siłę poprosić o trzecią porcję. Pomocnik robił więc zastrzyk bez polecenia i pozwalał mu spać do późnego popołudnia, kiedy zmęczony Król zmuszał swoje ciało do posłuszeństwa za pomocą dexadryny i wtykanych do nosa wacików
nasączonych kokainą. Wtedy dopiero mógł wyjść na scenę.
W dniu śmierci Elvis był przytomny. Wszystkie trzy działki
przyjął na raz, zamieniając je w ten sposób w jedną śmiertelną
dawkę. Dlaczego człowiek tak powszechnie podziwiany i uwielbiany, który wydawał się mieć wszystko, tak bardzo męczył
swoje ciało i w tak przerażający sposób odebrał sobie życie?
David Stanley, przyrodni brat Elvisa, twierdzi, że wolał on być odurzony i odrętwiały niż przytomny i nieszczęśliwy.

czwartek, 24 września 2009

Pat Riley

Pat Riley, obecnie pracujący dla Los Angeles Lakers, jest trenerem, który osiągnął najwięcej chyba zwycięstw w całej historii NBA. Niektórzy twierdzą, że po prostu miał szczęście, ponieważ przychodziło
mu pracować z tak wspaniałymi zawodnikami. To prawda,
ale wielu ludzi miało wszelkie środki pozwalające na odniesienie
sukcesu, a mimo to go nie odnieśli. Sukces Pata wziął się z jego oddania CDSI! Przyznał on kiedyś, że na początku sezonu
126
OBUDŹ W SOBIE OLBRZYMA
w 1986 roku stanął wobec bardzo poważnego problemu. W ciągu poprzedniego roku większość jego zawodników dawała z siebie wszystko, a mimo to przegrali z Boston Celtics. Po przemyśleniu możliwych sposobów dźwignięcia zawodników na wyższy poziom Pat zdecydował się na metodę drobnych poprawek. Przekonał zawodników, że polepszenie jakości gry drużyny zaledwie o jeden procent w stosunku do ich najwyższych możliwości sprawi, że nadchodzący sezon będzie dla nich o wiele lepszy. Może się to wydawać śmiesznie mało, ale jeśli dwunastu zawodników polepszy
każdą ze swoich pięciu umiejętności na boisku, tworzy się drużyna o sześćdziesiąt procent skuteczniejsza niż przedtem, choć prawdopodobnie w tym wypadku wystarczyłaby różnica dziesięciu
procent. Jednak prawdziwa wartość tego planu tkwiła w tym, że każdy z zawodników potrafił uwierzyć, że jest on możliwy do zrealizowania. Każdy z nich był przekonany, że potrafi ulepszyć swoje możliwości o co najmniej jeden procent, a to poczucie pewności spowodowało, że odnaleźli oni w sobie jeszcze większy
potencjał. Skutek? Większość z nich była lepsza o pięć procent,
a niektórzy nawet o pięćdziesiąt. Według Pata Rileya sezon 1987 roku był najlepszym w historii drużyny. Technika CDSI sprawdza się, jeśli stosujesz ją z oddaniem.

środa, 23 września 2009

Dwaj mężczyźni zostają zestrzeleni w Wietnamie i osadzeni w niesławnym więzieniu Hoa Lo. Odizolowano ich od świata, przykuto do betonowych ścian, nieustannie bito zardzewiałymi łańcuchami. Chociaż obydwaj cierpieli dokładnie tak samo, każdy z nich wyciągnął zupełnie inne wnioski ze swojego doświadczenia. Jeden z nich był przekonany, że takie życie nie ma sensu, i popełnił samobójstwo. Dla drugiego to straszliwe przeżycie stało się podstawą, by jeszcze bardziej uwierzyć w siebie,
w ludzi i Stwórcę. Kapitan Gerald Coffee wykorzystuje swoje wspomnienia z tamtych dni, by przypominać ludziom na całym świecie o potędze ludzkiego ducha, który jest w stanie pokonać każde cierpienie, sprostać każdemu wyzwaniu i wytrzymać każdy ból.
Dwie kobiety w tym samym czasie ukończyły siedemdziesiąty rok życia, ale dla każdej z nich wydarzenie to znaczyło zupełnie co innego. Jedna „wiedziała", że jej życie zbliża się ku końcowi. Dla niej przeżyte dziesięciolecia oznaczały, że mechanizm jej ciała zaczyna się psuć i powinna w związku z tym powoli żegnać się z życiem. Druga z kobiet jest przekonana, że możliwości człowieka bez względu na jego wiek zależą od tego, w co wierzy, i dlatego zaczyna ona sobie stawiać coraz wyższe wymagania. Dochodzi do wniosku, że wspinaczka górska jest wspaniałym zajęciem dla siedemdziesięciolatki. Przez następne dwadzieścia pięć lat całkowicie poświęca się tej nowej przygodzie. W ciągu tego czasu zdobyła wiele spośród najwyższych szczytów świata. Hulda Crooks ma dziś dobrze po dziewięćdziesiątce i jest najstarszą
kobietą, która kiedykolwiek wspięła się na Fuji.

wtorek, 22 września 2009

Billy Joel

Pewien młody człowiek, o którym być może słyszałeś, postanowił rzucić szkołę, ponieważ zdecydował, że nie będzie już dłużej czekał na rozpoczęcie wymarzonej kariery muzycznej. Jednak to marzenie nie spełniło się wystarczająco szybko. Kiedy skończył dwadzieścia dwa lata, zaczął się obawiać, że jego muzyka nigdy nie stanie się popularna, a decyzja o porzuceniu szkoły była niewłaściwa. Całkowicie się załamał. Sypiał w całodobowych pralniach automatycznych, ponieważ nie stać go było na mieszkanie.
Grał na pianinie w barach i kawiarniach i jedyną rzeczą, która pozwalała mu się jakoś trzymać, była romantyczna miłość. Jednak w końcu dziewczyna postanowiła go porzucić i to przekroczyło
granice jego wytrzymałości. Rozpaczał, że nigdy już nie znajdzie tak pięknej kobiety. Jej odejście oznaczało dla niego koniec życia, postanowił więc skończyć ze sobą. Na szczęście przemyślał to raz jeszcze i zamiast popełniać samobójstwo szukał pomocy u psychiatry. Czas spędzony w szpitalu pozwolił mu odkryć, na czym naprawdę polegał jego problem. Wspominał to później w piosence: O, już nigdy nie zejdę tak nisko. Dziś mówi: „To była najlepsza chyba rzecz, jaką kiedykolwiek w życiu zrobiłem. Od tamtej pory nigdy sobie nie współczułem, cokolwiek by się działo. Każdy problem wydaje mi się teraz niczym w porównaniu
z tym, co widziałem, z tym, przez co przechodzą inni ludzie."*
Poświęcając się ponownie muzyce i realizując konsekwentnie marzenia, osiągnął w końcu to, czego chciał. Jak się nazywa? Billy Joel.
Czy możesz sobie wyobrazić, że ten człowiek - ulubieniec milionów fanów na całym świecie, który poślubił jedną z najsła-
* David i Victoria Sheff: Wywiad Playboya: Billy Joel, „Playboy", maj 1982, Chicago.
56
OBUDŹ W SOBIE OLBRZYMA
wniejszych modelek, Christie Brinkley, kiedyś zamartwiał się, że pisze złą muzykę i nigdy nie znajdzie kobiety tak pięknej jak jego była dziewczyna? Warto więc dobrze zapamiętać, że to, co w krótkiej perspektywie wydawało się niemożliwe, po jakimś czasie zmieniło się w klasyczny wręcz przykład wspaniałej kariery i wielkiego szczęścia.
Billy Joel wydobył się z kryzysu, podejmując trzy decyzje, które podejmuje w życiu każdy z nas: na czym się skoncentrować,
co znaczą dla nas poszczególne rzeczy i co robić mimo problemów, które wydają się nas ograniczać. Podniósł wymagania
w stosunku do siebie i innych, poparł je nowymi przekonaniami
oraz zastosował strategie, które wydawały mu się konieczne.
Przekonanie, które wyrobiłem w sobie, by móc przetrwać najtrudniejsze moment życia, wyraża się bardzo prostym zdaniem:
BOŻE OPÓŹNIENIA TO NIE BOŻE ODMOWY.
Bardzo często rzeczy na pozór niemożliwe

Honda

W 1938 roku, jeszcze ucząc się, Honda zainwestował wszystko, co posiadał, w mały warsztat, w którym pracował nad swoją koncepcją pierścienia tłokowego. Chciał sprzedać swoje dzieło firmie Toyota, a więc harował w dzień i w nocy po łokcie
II.
DECYZJE: DROGA KU POTĘDZE
51
w smarze. Niemal nocował w swoim warsztacie i ani przez moment nie tracił wiary, że jego pracę uwieńczy w końcu sukces. Zastawił nawet w komisie biżuterię własnej żony, aby móc utrzymać
swój mały warsztat. Wreszcie ukończył swoje pierścienie tłokowe i przedstawił je Toyocie, ale usłyszał, że nie spełniają one standardów tej firmy. Odesłano go z powrotem do szkoły, gdzie przez kolejne dwa lata wysłuchiwał złośliwych komentarzy nauczycieli i innych studentów, którzy naśmiewali się z absurdalności
jego projektów.
Mimo to jednak nie oddał się użalaniu nad sobą. Postanowił dalej działać i osiągnąć swój cel. I w końcu po kolejnych dwóch latach Toyota podpisała z panem Hondą kontrakt, o którym tak marzył. Jego pasja i wiara opłaciły się, ponieważ wiedział, czego chce, przystąpił do działania, uczył się na własnych błędach i zmieniał strategię dopóty, dopóki nie osiągnął tego, co chciał osiągnąć.
Rząd japoński szykował się wtedy do wojny, więc nie przyznał
mu pozwolenia na zakup cementu, który był niezbędny do wybudowania jego fabryki. Czy poddał się wtedy? Nie! Czy ubolewał nad tym, że życie traktuje go po macoszemu? Czy znaczyło to dla niego konieczność porzucenia własnych marzeń? Absolutnie nie. Znów postanowił wykorzystać własne doświadczenia
i opracował zupełnie nową strategię. Razem ze swoimi pracownikami wymyślił nową technologię produkcji betonu i zbudował swoją fabrykę. Podczas wojny została ona dwukrotnie zbombardowana i wybuchy zniszczyły główną część linii produkcyjnej.
Reakcja Hondy? Natychmiast zwołał swoich ludzi i zaczął zbierać wyrzucane przez żołnierzy amerykańskich kanistry na benzynę. Nazywał je „darami prezydenta Trumana", ponieważ dostarczały mu nieosiągalnego wtedy w Japonii surowca do produkcji.
W końcu, gdy przetrwał wszystkie te kłopoty, jego fabrykę całkowicie zniszczyło trzęsienie ziemi. Postanowił wtedy sprzedać technologię produkcji pierścieni tłokowych Toyocie.
Oto człowiek, który podejmował właściwe decyzje, by odnieść swój sukces. Robił wszystko z pasją i wiarą. Miał wspaniały plan, przystąpił do działania, próbował różnych metod, a jednak nie osiągnął tego, czemu się poświęcił. Mimo to postanowił nie ustępować.
Po wojnie Japonia cierpiała na straszliwy brak benzyny i pan Honda nie mógł jeździć samochodem nawet po jedzenie dla
52
OBUDŹ W SOBIE OLBRZYMA
własnej rodziny. Zdesperowany, zamontował mały motor w swoim rowerze. Natychmiast sąsiedzi zaczęli go prosie, by zrobił taki „zmotoryzowany rower" również i dla nich. Bardzo prędko zabrakło mu silników. Zdecydował więc postawić fabrykę produkującą silniki do jego nowego wynalazku, jednak niestety nie miał kapitału.
PĘKŁA KRYSZTAŁOWA KULA
Oto komentarze, z jakimi odrzucano kiedyś słynne
książki, które miały później odnieść tak wielki
sukces.
George Orwell: Folwark zwierzęcy
„W Stanach Zjednoczonych nie ma popytu obecnie
na książki o zwierzętach."
Anna Frank: Pamiętnik Anny Frank
„Wydaje mi się, że ta dziewczyna nie ma jakiegoś
specjalnego daru postrzegania ani też
nadzwyczajnych uczuć, które wyniosłyby tę
książkę ponad poziom ciekawostki."
William Golding: Władca much
„Nie wydaje mi się, aby odniósł pan całkowity
sukces, pracując nad tą książką, choć sam pomysł
jest bardzo obiecujący."
D.H. Lawrence: Kochanek Lady Chatterley
„Dla własnego dobra proszę nie publikować tej
książki."
Irving Stone: Pasja życia „Długa i nudna opowieść o artyście."
Podobnie jak poprzednio postanowił znaleźć jakieś rozwiązanie,
wszystko jedno jakie! Napisał list do każdego z osiemnastu
tysięcy właścicieli sklepów z rowerami w całej Japonii.
II.
DECYZJE: DROGA KU POTĘDZE
53
Przekonywał ich, że wspólnie mogą przyczynie się do ponownego ożywienia gospodarczego kraju, ponieważ jego wynalazek spowoduje
mobilność siły roboczej. Przekonał pięć tysięcy z nich, by wsparli jego przedsięwzięcie własnym kapitałem. Mimo to jednak znalazł nabywców tylko wśród najbardziej zagorzałych zwolenników roweru, ponieważ jego wynalazek był zbyt duży i toporny. Dokonał więc kilku ulepszeń i wyprodukował nową, mniejszą i zgrabniejszą wersję motoroweru, którą nazwał Super Cub. Tym razem odniósł natychmiastowy sukces, który uwieńczony został nagrodą cesarza. Później zaczął eksportować motorowery do Europy i Stanów Zjednoczonych.
Po motorowerach przyszły w latach siedemdziesiątych samochody, które są dzisiaj tak popularne.
Obecnie Honda Corporation zatrudnia sto tysięcy ludzi, zarówno
w Stanach Zjednoczonych, jak i Japonii, i jest uznawana za jedno z największych imperiów samochodowych Japonii. W Stanach Zjednoczonych lepiej od hondy sprzedaje się tylko toyota. Firma odnosi tak wielkie sukcesy, ponieważ jeden człowiek rozumiał kiedyś potęgę prawdziwej decyzji, którą wykonuje się
- nie zważając na warunki zewnętrzne - bez wytchnienia.
Honda z pewnością wiedział, że czasem, kiedy podejmie się decyzję i przystąpi do działania, może się nam wydawać, że nic z tego nie wychodzi. Ale to tylko chwilowe wrażenie, a BY ODNIEŚĆ
SUKCES, MUSISZ PATRZEĆ DALEKO PRZED SIEBIE.
Większość problemów, jakie napotykamy w codziennym życiu
- jak choćby nadmierne jedzenie czy picie, palenie papierosów, poczucie klęski i zarzucenie własnych marzeń - wynika ze skupienia się na sprawach krótkoterminowych, z patrzenia tuż pod nogi. Ani sukces, ani porażka nie są czymś, czego można doświadczyć z dnia na dzień. Porażkę powodują wszystkie drobne decyzje, które podejmujemy w ciągu długiego czasu: nie kończymy spraw, nie przystępujemy do działania, zbyt łatwo się poddajemy, nie panujemy nad własnym stanem emocjonalnym i umysłowym. Skupiamy się wtedy właśnie na tym, co nam się w krótkim terminie nie udaje.
Sukces jest rezultatem podjęcia decyzji o tym, że będziemy dążyć do polepszenia warunków życia, że będziemy dawać coś od siebie - będziemy sami zasilać swój umysł i nie pozwolimy, by czyniło to otoczenie. Właśnie te decyzje tworzą doświadczenie
życiowe, które nazywamy sukcesem.

Ed Roberts

Jeśli myślisz sobie teraz, że chciałbyś podejmować takie właśnie decyzje, ale przecież doświadczyłeś prawdziwej tragedii, pozwól, że podam ci przykład Eda Robertsa. Jest on „zwyczajnym"
człowiekiem przykutym do wózka inwalidzkiego, który dzięki decyzji przełamania krępujących go ograniczeń, stał się kimś nadzwyczajnym. W wieku czternastu lat Ed uległ paraliżowi od ramion w dół. Oddycha dzięki specjalnemu aparatowi, a mimo to, wbrew wszelkim przeciwnościom, udało mu się wywalczyć dla siebie „normalne" codzienne życie, nawet jeśli nocą musi przebywać w komorze tlenowej. Po stoczeniu ciężkiej walki z polio, w której kilka razy stawiał czoło śmierci, mógł z pewnością pogrążyć się we własnym bólu. Ale wybrał co innego: zdecydował pomagać innym.
Co udało mu się osiągnąć? W ciągu ostatnich piętnastu lat jego decyzja o walce ze światem, który tak często traktował go z łaskawym politowaniem, przyniosła wiele dobrych zmian
II.
DECYZJE: DROGA KU POTĘDZE
41
w życiu niepełnosprawnych. Ed stawił czoło licznym mitom na temat ograniczonych możliwości ludzi kalekich i spotykając się z wieloma ludźmi, wywalczył wszystko: od zjazdów dla wózków przy skrzyżowaniach, poprzez specjalne parkingi oraz bary dla niepełnosprawnych.
Był pierwszym poruszającym się na wózku inwalidzkim
absolwentem Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley.
W końcu otrzymał stanowisko dyrektora Kalifornijskiego Stanowego Wydziału Rehabilitacji. Był pierwszym inwalidą w Ameryce, który zajął tego typu stanowisko.
Ed Roberts stanowi przekonujący dowód na to, że liczy się nie punkt startu, ale podejmowane DECYZJE na temat punktu końcowego.
Wszystkie jego działania mają źródło w jednym krótkim momencie niezłomnej decyzji.

Rosa Parks

Pomysł o przykładzie pewnej wyjątkowo dumnej kobiety nazwiskiem Rosa Parks, która pewnego dnia w 1955 roku wsiadła do autobusu w Montgomery w Alabamie i odmówiła ustąpienia miejsca białemu, choć była do tego zobligowana prawem. Ten jeden cichy akt nieposłuszeństwa obywatelskiego wywołał prawdziwą burzę kontrowersji i jako symbol na całe lata stał się początkiem walki o równouprawnienie, SIŁĄ ROZBUDZAJĄCĄ LUDZKĄ ŚWIADOMOŚĆ, siłą obecną w naszym życiu nawet dzisiaj, ilekroć próbujemy ponownie zdefiniować pojęcia równości i sprawiedliwości dla wszystkich Amerykanów, bez względu na rasę, płeć i wyznanie. Czy Rosa Parks myślała o przyszłości, kiedy
tamtego dnia odmówiła ustąpienia miejsca w autobusie białemu?
Czy kierowała się jakimś planem, wedle którego chciała zmienić strukturę całego społeczeństwa? Być może tak. Ale bardziej prawdopodobne jest, że do działania pchnęła ją decyzja, by podnieść standard własnego życia. Jakże wielkie skutki miała decyzja jednej kobiety!

piątek, 11 września 2009

Zabrakło jednego składnika

Przed ponad pięćdziesięciu laty pewien lekarz wiejski przyjechał pewnego dnia do miasteczka, ściągnął cugle swemu konikowi, uwiązał go przy tylnych drzwiach sklepu drogeryjnego, wszedł do środka i wdał się w pogawędkę ze sprzedawcą.
Rozprawiali tak ze sobą, pochyleni nad liczydłem, przez ponad godzinę. Później stary doktor wyszedł ze sklepu. Podszedł do swej bryczki i wyciągnął z niej wielki staromodny kocioł oraz dużą drewnianą łyżkę (używaną do mieszania zawartości kotła) i umieścił je na zapleczu sklepowym.
Sprzedawca obejrzał uważnie kocioł, sięgnął po portfel, wyjął z niego zwitek banknotów i wręczył go lekarzowi. Były to wszystkie jego oszczędności - dokładnie pięćset dolarów!
Doktor wręczył mu w zamian kartkę papieru, na której wypisany był sekretny przepis. Słowa umieszczone na tym skrawku papieru warte były zaiste królewskiej zapłaty! Ale doktor o tym nie wiedział. Te magiczne słowa wyjaśniały, jak rozpocząć warzenie w tym kociołku pewnego specyfiku, ale ani stary lekarz, ani młody sprzedawca nie zdawali sobie sprawy, jak fantastyczne fortuny wyprodukowane zostaną w tym prostym naczyniu.
Stary doktor był uradowany, że sprzedał swój pomysł wraz z urządzeniem za całe pięćset dolarów. A młody sprzedawca zyskał właśnie ogromną szansę życiową, wydając oszczędności całego dotychczasowego życia na zakupienie skrawka papieru i starego kociołka! Nie uświadamiał sobie oczywiście, że pewnego dnia kociołek ów napełni się złotem, w sposób przerastający legendę o cudownej lampie Aladyna.
Tym, co ów sprzedawca naprawdę zakupił, był pomysł!
Stary kociołek, drewniana łyżka i tajemny przepis na kartce papieru były tylko akcesoriami. Cudowne wykorzystanie owego kociołka rozpoczęło się od tego, że nowy właściciel dodał do receptury pewien składnik, którego stary doktor nie znał.
Spróbuj odgadnąć, jeśli potrafisz, co takiego młody człowiek dodał do sekretnej receptury i co sprawiło, że kociołek napełnił się złotem. Masz oto do czynienia ze zdarzeniem prawdziwym, które jest bardziej zadziwiające od wszelkiego zmyślenia, z faktem, który stał się formą materialną pewnego pomysłu.
Spójrzmy teraz na olbrzymie fortuny, jakie w wyniku tego powstały. Fortuny te pomnażane są nieustannie i obejmują rzesze ludzi na całym świecie, zajmujących się dostarczaniem zawartości tego kociołka milionom odbiorców.
Stary kociołek jest obecnie jednym z największych na świecie pożeraczy cukru, dostarczycielem zatrudnienia dla tysięcy ludzi uprawiających buraki cukrowe i trzcinę cukrową, zajmujących się rafinowaniem cukru i jego sprzedażą.
Ów stary kociołek „zapełnia” obecnie miliony szklanych butelek rocznie, zapewniając pracę ogromnej liczbie robotników w hutach szkła.
Ów stary kociołek wreszcie przekształcił małe senne południowe miasteczko w stolicę kapitału przemysłowego południowej części kraju, gdzie obecnie - bezpośrednio lub pośrednio - przynosi korzyści każdemu mieszkańcowi.
Następstwa tego pomysłu przynoszą też dziś korzyść każdemu cywilizowanemu krajowi na świecie, kierując strumień złota do wszystkich, którzy się w ten pomysł - i przemysł - włączyli. Złoto zaczerpywane z tego kociołka stworzyło i utrzymuje przy życiu jeden z najznakomitszych uniwersytetów w stanach południowych, w którym tysiące studentów otrzymują dobre przygotowanie do zdobycia życiowego sukcesu.
Gdyby ów wytwór mosiężnego kociołka umiał przemówić, opowiedziałby pełne napięcia historie we wszystkich językach świata. Historie o miłości, interesach, losach mężczyzn i kobiet zawodowo z nim związanych i codziennie ożywianych myślą o nim.
Autor tej książki sam jest bohaterem jednego takiego romansu, którego akcja rozegrała się nie opodal miasteczka, w którym młody sprzedawca ze sklepu drogeryjnego zakupił ów stary kociołek. Tam właśnie autor tej książki poznał swą przyszłą żonę i to ona pierwsza opowiedziała mu o magicznym kociołku. Wytwór owego kociołka popijali też, kiedy oświadczył się jej „na dobre i na złe”.
Kimkolwiek jesteś, Czytelniku tej książki, i gdziekolwiek mieszkasz, jakikolwiek uprawiasz zawód, zapamiętaj na zawsze, że ilekroć ujrzysz wyrazy Coca-Cola, natykasz się na wspaniałe i mocarne imperium, które wyrosło z prostego pomysłu, i z owego cudownego składnika, który sprzedawca ze sklepu drogeryjnego, Asa Candler, dodał do tajemnej receptury starego doktora - wyobraźni!
Zatrzymaj się teraz i zastanów przez chwilę.
Zapamiętaj także, iż przedstawione w tej książce kroki wiodące ku bogactwu były narzędziem, dzięki któremu Coca-Cola objęła swym wpływem każde miasto, miasteczko, wieś i osadę na całym świecie, i że każdy pomysł, na jaki możesz wpaść, jeśli będzie tak sensowny i cenny jak Coca-Cola, może powtórzyć światowy sukces tego napoju najskuteczniej na świecie gaszącego pragnienie.

czwartek, 10 września 2009

Świat kocha zwycięzców

Świetnym tego przykładem jest Dan Halpin. W okresie studiów, w roku 1930, był menedżerem słynnej mistrzowskiej drużyny futbolowej Notre Dame, pozostającej wówczas pod kierownictwem Knute’a Rocknego.
Halpin ukończył studia w momencie najbardziej nie sprzyjającym, kiedy kryzys wydatnie ograniczył możliwości znalezienia pracy. Po nieudanych próbach zaczepienia się w bankowości i przemyśle filmowym, jął się jedynego zajęcia, jakie wydawało się otwierać przed nim jakąś przyszłość - sprzedaży elektrycznych aparatów słuchowych. Każdy człowiek mógł podjąć taką pracę i Halpin zdawał sobie z tego sprawę, ale uznał, że otwiera ona przed nim jakieś możliwości.
Przez niemal dwa lata zajmował się tą sprzedażą bez większego zadowolenia, i pewnie nigdy by się od tego zajęcia nie uwolnił, gdyby nie postanowił położyć kres swemu nieusatysfakcjonowaniu. Najpierw spróbował podjąć się obowiązków asystenta menedżera działu sprzedaży. Ten krok w górę pozwolił mu wreszcie wzbić się ponad tłum sprzedawców i wypatrywać kolejnej możliwości awansu. A także wyniósł na pozycję, na której możliwość taka mogła go spotkać.
Uzyskał tak znakomite wyniki sprzedaży aparatów słuchowych, że prezes Rady Nadzorczej konkurencyjnego koncernu Dictograph Products Company, A. M. Andrews, zapragnął zasięgnąć języka o niejakim Danie Halpinie, którego osiągnięcia daleko wykroczyły poza skalę ustabilizowaną w zatrudniającej go firmie Dictograph Company. Po przeprowadzeniu rozmowy powołał go na stanowisko menedżera sekcji akustycznej działu sprzedaży, a sam wyjechał na trzymiesięczny urlop na Florydę rzucając młodego człowieka na głęboką wodę jego nowych obowiązków. I Halpin nie utonął! Dewiza Knute’a Rockego: „Świat kocha zwycięzców i nie ma czasu współczuć przegrywającym” skłoniła go do przyłożenia się do pracy z takim zapałem, że wkrótce wybrano go wiceprezesem spółki, na które to stanowisko musiałby w normalnym trybie zasłużyć dziesięcioma latami wytrwałych wysiłków. Halpin doszedł do niego w czasie niewiele dłuższym niż pół roku.
W całej tej filozofii pragnę uwypuklić zwłaszcza jeden moment: to mianowicie, że dochodzimy do wysokich stanowisk, lub też pozostajemy na dnie, w zależności od tego, w jakim stopniu zdolni jesteśmy rozciągnąć kontrolę nad warunkami, w jakich się znaleźliśmy.

„Ignorant” zdolny do zbicia fortuny

W czasie pierwszej wojny światowej pewien dziennik chicagowski zamieścił kilka artykułów redakcyjnych, w których Henry’ego Forda nazywano „pacyfistycznym ignorantem”. Pan Ford oburzył się na te określenia i wniósł przeciw gazecie oskarżenie o zniesławienie. Kiedy sprawa stanęła na wokandzie, adwokaci broniący gazety odwrócili kierunek oskarżenia i poddali pana Forda pytaniom mającym dowieść, iż jest on ignorantem. Zadawali mu mnóstwo pytań z różnych dziedzin, chcąc wykazać, że wprawdzie rozporządza on wiedzą potrzebną do wytwarzania samochodów, ale ogólnie biorąc, jest nieukiem.
Poddano na przykład pana Forda takim pytaniom:
„Kto to był Benedict Arnold?”
„Ilu żołnierzy wysłali Brytyjczycy do Ameryki, dla zdławienia Rewolucji Amerykańskiej w roku 1776?”
Odpowiadając na to drugie pytanie, pan Ford powiedział:
„Nie wiem dokładnie, ilu żołnierzy Brytyjczycy wysłali, ale słyszałem, że była to liczba znacznie wyższa od liczby tych, co do Europy wrócili”.
W końcu pan Ford poczuł się wyczerpany tymi pytaniami i w odpowiedzi na jedno z nich, szczególnie agresywne, wyciągnął palec wskazujący w stronę adwokata wypowiadając następujące słowa:
„Gdybym chciał poważnie odpowiedzieć na pańskie głupie pytanie, albo na inne podobne, które mi pan już stawiał, musiałbym panu przypomnieć, że mam na biurku rząd przycisków elektrycznych, a przez naciśnięcie odpowiedniego mogę przywołać do pomocy właściwego człowieka, który odpowie na wszelkie pytania, jakie zechcę mu zadać, dotyczące spraw, którym poświęcam większość mych życiowych wysiłków. I niech no mi pan wyjaśni, dlaczego to niby miałbym zamulać sobie umysł ogólnymi wiadomościami, po to tylko, by móc odpowiadać na jakieś pytania, skoro mam wokół siebie ludzi zdolnych wesprzeć mnie każdym rodzajem wiedzy, jakiego zażądam?”
Tkwiła w tej odpowiedzi nieodparta logika i rzuciła adwokata na deski. Wszyscy obecni w sądzie uświadomili sobie, że nie jest to odpowiedź ignoranta, lecz człowieka wyedukowanego. Wyedukowany bowiem jest ten, kto wie, gdzie znaleźć wiedzę, której potrzebuje i jak wprząc tę wiedzę w określony plan działania. Poprzez współpracę „trustu mózgów” Ford dysponował specjalistyczną wiedzą potrzebną do tego, by stać się jednym z najzamożniejszych ludzi w Ameryce. Nie miało wcale znaczenia to, czy wiedzą tą czerpie z własnego umysłu.

poniedziałek, 7 września 2009

Edwin C. Barnes

Edwin C. Barnes przekonał się przed paroma laty, jak głęboką prawdą jest to, że ludzie są w stanie skupić myśl na dojściu do bogactwa i zdobyć je. To przeświadczenie wyrobił w sobie nie w wyniku przesiadywania w fotelu i dumania. Dojrzewało ono w nim stopniowo, krok po kroku, od chwili, kiedy gorąco zapragnął związać się interesami z wielkim Edisonem.
Główną cechą tego pragnienia żywionego przez Barnesa było to, iż miało ono określony charakter. Chciał on współpracować z Edisonem, a nie pracować dla Edisona.
...
Kiedy zrodziło się w nim owo pragnienie, czy też impuls myślowy, nie miał możności zrealizowania go. Stały mu na przeszkodzie dwie poważne trudności. Nie znał Edisona i nie miał pieniędzy na bilet do East Orange w stanie New Jersey.
Większość ludzi, którzy mogliby odczuć podobne pragnienie, poczułaby się w obliczu tych trudności niezdolna do jego zrealizowania. Ale to co zrodziło się w myśli Barnesa nie było zwykłą zachcianką!

Edison spojrzał mu w oczy...
Zjawił się w laboratorium Edisona i przedstawił jako człowiek, który chce robić z wynalazcą wspólne interesy. Po latach pan Edison tak wspominał ich pierwszą rozmowę:
„Wyglądał jak zwykły włóczęga, miał cos w wyrazie twarzy, co sprawiało wrażenie, że jest człowiekiem zdecydowanym osiągnąć cel, dla którego do mnie przybył. Po latach doświadczeń z różnymi ludźmi przekonałem się, że jeśli ktoś pożąda czegoś tak mocno, że dla osiągnięcia tego celu gotów jest postawić na szali całą swą przyszłość, to z pewnością osiągnie to, czego pragnął. Dałem mu możliwość przedstawienia jego zamiarów, ponieważ pojąłem, że całą swą energią wewnętrzną podporządkował celowi, od którego nie odstąpi, aż go osiągnie. Późniejsze wydarzenia dowiodły, że się nie myliłem”.
Przecież nie wygląd zewnętrzny tego młodego człowieka dopomógł mu w pozyskaniu zgody Edisona - przeciwnie, wygląd ten przemawiał przeciw niemu. Zdecydowała o tym siła jego myśli.
Barnes nie stał się wspólnikiem Edisona w wyniku pierwszej z nim rozmowy. Najpierw dostał pracę w biurze u Edisona z pensją raczej skromną.
Mijały miesiące. Nic nie zdawało się przybliżać Barnesa do realizacji zamiaru, który uznawał za główny cel życiowy. Coś się jednak zmieniało w umyśle Barnesa. Uporczywie pogłębiał w sobie wolę stania się wspólnikiem Edisona.
Psychologowie słusznie twierdzą, iż „kiedy ktoś jest naprawdę wewnętrznie przygotowany do czegoś, objawia tę gotowość swym zachowaniem”. Barnes był wewnętrznie przygotowany do zawiązania spółki z Edisonem, co więcej, był zdecydowany trwać w tej gotowości aż do chwili, w której będzie mógł spełnić swój zamiar.
...
Edison kończył właśnie prace nad udoskonaleniem nowego urządzenia biurowego, które nazywano wówczas dyktafonem Edisona. Dystrybutorzy jego wyrobów nie byli tym urządzeniem zachwyceni. Nie wierzyli w możliwość sprzedawania go z poważniejszym zyskiem.
Barnes był przekonany, że potrafi skutecznie sprzedawać dyktafon Edisona. Zaproponował wynalazcy swe usługi i uzyskał jego zgodę. Podjął się sprzedaży tego urządzenia i sprzedawał je tak skutecznie, że Edison podpisał z nim kontrakt na rozprowadzanie dyktafonu na cały kraj. W wyniku tego kontraktu Barnes stał się człowiekiem bogatym, ale dokonał rzeczy znacznie większej. Dowiódł, że człowiek może sam dojść do bogactwa.
Nie wiem dokładnie, ile Barnes zarobił na tym kontrakcie i nie ma sposobu, żeby się tego dowiedzieć. Może były to dwa, a może trzy miliony dolarów, ale niezależnie od tego, jak znaczna była ta suma, nie da się ona porównać do znacznie większego dokonania, jakim było uzyskanie dokładnej wiedzy o tym, że nieuchwytny impuls myślowy może być przetworzony w walory materialne poprzez zastosowanie pewnych znanych zasad.
Barnes po prostu wymyślił siebie jako partnera wielkiego Edisona! Wymyślił sobie wielką fortunę. U początków swej kariery nie rozporządzał niczym oprócz świadomości tego, czego pragnie i zdecydowania w dążeniu do tego celu, aż do jego osiągnięcia.

do przeczytania

Andrew Carnegie
Charlesowi M. Schwab
Arthur Nash
Stuart Austin Wier
J. G. Chapline
Woodrow Wilson
Edwin C. Barnes

Henry Ford, William Wrigley junior, John Wanamaker, James J. Hill, George S. Parker, E. M. Statler, Henry L. Doherty, Cyrus H. K. Curtis, George Eastman, Charles M. Schwab, Harris F. Williams, King Gillette, Daniel Willard, dr Frank Gunsaulus, Ralph A. Weeks, Arthur Nash, John D. Rockefeller, Thomas A. Edison, Frank A. Vanderlip, Theodore Roosevelt, John W. Davis, Elbert Hubbard, Wilbur Wright, J. G. Gliapline, dr Frank Crane, J. Odgen Armour, Arthur Brisbane, Woodrow Wilson, William Howard Taft, Luther Burbank, Edward W. Bok, Frank A. Munsay, Ebert H. Gary, George M. Alexander, Clarence Darrow, John H. Patterson, Julius Rosenwald, Stuart Arthur Wier, F.W.Woolworth, płk Robert A. Dollar, Edward A. Filene, Edwin C. Barnes, William Jennigs Bryan, dr David Starr Jordan, sędzia Daniel T.Writht, senator Jennings Randolph, dr Alexander Graham Bell.

Thomas Alva Edison


Thomas Alva Edison
Młody Edison

Thomas Alva Edison (ur. 11 lutego 1847, zm. 18 października 1931) – jeden z najbardziej znanych i twórczych wynalazców na świecie, przedsiębiorca. Dorobek założonych i administrowanych przez niego laboratoriów to około 5000 patentów, z których 1093 wystawionych jest na jego nazwisko. Założyciel prestiżowego czasopisma naukowego Science (1880).

Samouk, od 1927 członek Narodowej Akademii Nauk w Waszyngtonie. Wśród wynalazków: udoskonalenie telefonu Bella przy użyciu cewki indukcyjnej i mikrofonu węglowego, fonograf (1877), udoskonalił żarówkę elektryczną (1879), w latach 18911900 pracował nad udoskonaleniem magnetycznej metody wzbogacania rud żelaza, w 1883 odkrył emisję termoelektronową, w 1904 zbudował akumulator zasadowy niklowo-żelazowy. Zorganizował w Menlo Park pierwszy na świecie instytut badań naukowo-technicznych, w 1881–82 zbudował w Nowym Jorku pierwszą na świecie elektrownię publicznego użytku, był właścicielem wielu przedsiębiorstw w Ameryce Północnej i Europie.

Wiele kontrowersji wzbudzały jego metody egzekwowania swoich praw patentowych. Kwestionowane jest również jego autorstwo części z przypisywanych mu wynalazków.

Spis treści

[ukryj]

Dzieciństwo [edytuj]

Urodził się w średnio zamożnej rodzinie o korzeniach holenderskich w małym miasteczku Milan w stanie Ohio niedaleko jeziora Erie. Ojciec, Samuel Ogden Edison, miał przedsiębiorstwo zajmujące się handlem drewnem budowlanym. Jego matka, Nancy Matthews Elliott, urodziła przed nim sześcioro dzieci, z których troje zmarło, dlatego była obawa, że on też może nie przeżyć. Dostał imię Thomas, które było często nadawane w jego rodzinie, na drugie ojciec Sam wybrał mu imię Alva, aby upamiętnić swojego przyjaciela, z którym prowadził interesy. Tym właśnie imieniem nazywano najmłodsze dziecko, używając zdrobniałej formy Al.

Gdy miał 7 lat jego rodzina przeniosła się do miasteczka Port Huron nad jeziorem Huron. Niedługo potem Edison zaraził się szkarlatyną i poważnie zachorował. Chłopiec zaczął uczęszczać do szkoły mając 8 lat. Lubił zdobywać wiedzę na własną rękę, a w szkole nauczyciel starał się wpoić mu na siłę wiadomości, których mimo obawy przed chłostą nie potrafił zapamiętać. Dociekliwe pytania, które zwykle zadawał, wywoływały tylko gniew nauczyciela. Stał się najgorszym uczniem w klasie i po trzech miesiącach usłyszał, jak nauczyciel mówił o nim niezbyt dobre rzeczy. Zły na nauczyciela wybiegł ze szkoły i nie chciał do niej wrócić. Przez jakiś czas uczęszczał jeszcze nieregularnie do innych szkół. Uczył się przeważnie sam w domu czytając książki. W wieku dziewięciu lat przeczytał książkę, w której były opisane proste eksperymenty. Był tak zafascynowany jej treścią, że wykonał wszystkie eksperymenty w niej opisane. Później urządził w swoim pokoju małe laboratorium i zaczął wymyślać własne, wykorzystując dostępne składniki. W jednym ze swoich eksperymentów sprawdzał na swoim koledze reakcję organizmu człowieka po połknięciu dużej ilości proszku do robienia napoju musującego. Myślał, że proszek ten wytworzy w żołądku kolegi gaz, dzięki któremu uniesie się on w powietrze podobnie jak balon. W innym doświadczeniu został podrapany przez koty, kiedy do ich ogonów podłączył przewody, aby wytworzyć ładunek elektryczny poprzez ocieranie kotów o siebie. Kiedy niechcący zniszczył meble, jego matka rozgniewała się i kazała mu przenieść się do piwnicy. Tam mały Al dalej przeprowadzał eksperymenty powodując eksplozje i grzmoty, które wstrząsały domem i wywoływały złość ojca. Nancy uspokajała go jednak mówiąc, że wie co robi.

W wieku 10 lat stał się miejscowym ekspertem od telegrafu uruchamiając samodzielnie urządzenie telegraficzne na stacji kolejowej w swoim miasteczku. W tym samym czasie został też wyrzucony z miejscowej szkoły podstawowej, gdyż zdaniem nauczyciela zadawał za dużo pytań i odmawiał wykonywania wielu prac domowych, które sam uznał za zbędną stratę czasu. Od tego czasu Thomas uczył się już wyłącznie sam i nigdy nie uczęszczał już do żadnej "oficjalnej" szkoły. Jego edukacją zajął się osobiście ojciec, który był komiwojażerem i zabierał syna na wspólne trasy objazdowe po USA i Kanadzie.

Gdy miał 12 lat została wybudowana kolej łącząca miasteczko Port Huron z miastem Detroit, dzięki czemu zauważył możliwość zarobienia pieniędzy. Decyzję o rozpoczęciu pracy podjął, ponieważ jego rodzina cierpiała na brak pieniędzy oraz potrzebował gotówki na swoje kosztowne hobby. W otrzymaniu swojej pierwszej pracy pomógł mu ojciec, który załatwił mu zajęcie jako sprzedawca gazet w pociągu relacji Port Huron-Detroit. Żeby zwiększyć swój zarobek oprócz gazet sprzedawał również napoje chłodzące i słodycze. Wolny czas spędzał w bezpłatnej bibliotece w Detroit, gdzie wypożyczał również książki, które czytał podczas podróży pociągiem. Miał swoje miejsce w wagonie bagażowym, w którym po jakimś czasie zaczął przeprowadzać eksperymenty. Niestety podczas jednego z nich Edison wywołał pożar w wagonie i poparzony konduktor wyrzucił jego przyrządy z pociągu.

W 1861 wybuchła wojna secesyjna, podczas której zginęło i zostało rannych ponad milion osób. Wiadomości z frontu były opisywane w gazetach sprzedawanych przez Edisona, co przyczyniło się do wzrostu jego zarobków. Aby mieć pewność, że sprzeda wszystkie gazety, zapoznawał się z próbną odbitką najważniejszych informacji, jakie miały zostać wydrukowane w danym dniu. Gdy były w nich ważne wiadomości, wówczas zabierał odpowiednio więcej gazet.

W wieku 15 lat brał udział w groźnym wypadku kolejowym, na skutek którego utracił częściowo słuch i przestał jeździć z ojcem po kraju. Zajął się za to budową swojego własnego laboratorium, w którym rozpoczął eksperymenty z telegrafem i innymi sposobami przesyłania informacji za pomocą prądu.

W wieku 16 lat Thomas był już jednym z najbardziej znanych ekspertów od telegrafu w USA dzięki wynalazkowi umożliwiającemu podłączenie sześciu urządzeń telegraficznych do jednego przewodu przesyłowego.

Menlo Park [edytuj]

Laboratorium Edisona w Menlo Park, przeniesione do Greenfield Village
Edison w laboratorium (1901)

W wieku 21 lat Thomas ostatecznie się usamodzielnił przeprowadzając się do Bostonu, gdzie został zatrudniony w Towarzystwie Telegraficznym Western Union. W Bostonie mieli swoje przedsiębiorstwa i pracownie najlepsi inżynierowie amerykańscy. Dzięki wielu sklepom można było nabyć wszystkie potrzebne składniki i narzędzia do przeprowadzania eksperymentów. W jednym z nich Thomas kupił dzieła Michaela Faradaya. W sklepie elektrycznym Charlesa Williamsa na Court Street wynalazcy tacy jak on założyli nieoficjalny klub. Poznał w nim Williamsa i przeniósł swoje laboratorium do jego fabryki.

Zaproponował miejscowej giełdzie i gazecie "Boston Daily Telegraph" skonstruowanie na bazie telegrafu urządzenia automatycznie drukującego aktualne kursy akcji. Urządzenie to okazało się pełnym sukcesem, a Thomas sprzedał swój wynalazek giełdom i gazetom w Bostonie i Nowym Jorku, zarabiając na tym astronomiczną sumę 40 000 dolarów.

Za te pieniądze otworzył laboratorium - pierwszą na świecie "fabrykę wynalazków" w Menlo Park w stanie New Jersey (obecnie nazwane jego imieniem), której zadaniem było "tworzenie jednego przełomowego wynalazku co pół roku i jednego mniej istotnego co każde 10 dni". Oprócz własnych pomysłów realizował tam też zlecenia "wynalazków na żądanie" tzn. rozwiązywania konkretnych problemów technicznych, z którymi nikt wcześniej nie mógł sobie poradzić. Interes rozwijał się świetnie i po dwóch latach laboratorium zatrudniało sześćdziesięciu pracowników.

Edison Electric Light Company [edytuj]

W 1886 roku, po udoskonaleniu żarówki Edison przekonał znanego finansistę J.P. Morgana i bardzo zamożną rodzinę Vanderbiltów do założenia przedsiębiorstwa o nazwie Edison Electric Light Company, która w 1911 roku została połączona z kilkunastoma innym firmami działającymi w branży elektrycznej tworząc największą obecnie na świecie spółkę kapitałową General Electric. Edison Electric Light Company była przedsiębiorstwem które zbudowało pierwszą na świecie elektrownię oraz pierwszy elektryczny miejski system oświetleniowy.

West Orange Lab [edytuj]

W 1887 roku Edison otworzył dodatkowe laboratorium w West Orange w stanie New Jersey, gdzie rozrosło się ono do potężnego centrum laboratoryjnego składającego się z kilku budynków. Obecnie mieści się tam muzeum.

Wynalazki [edytuj]

Thomas Edison z fonografem
Fonograf Edisona

W laboratoriach w Menlo Park i West Orange powstały następujące ważniejsze wynalazki: